AKTUALNOŚCI

HISTORIA

STRATEGIA  ROZWOJU

KLUB  SPORTOWY

GALERIA

MAPA

KONTAKT

FORUM  DYSKUSYJNE

HISTORIA ALEKSANDROWIC

Aleksandrowice położone są w południowej części Jury Krakowsko – Częstochowskiej, u stóp ciągnącego się na zachód od Krakowa  jurajskiego pasma zwanego Garbem Tenczyńskim. 

Posiadają niezwykłe walory krajobrazowe i wyjątkowo bogatą przeszłość historyczną.

Najstarsze ślady osadnictwa na tym terenie pochodzą z epoki neolitu (4 tys. lat p.n.e.) zostały odkryte w trakcie przeprowadzanych prac archeologicznych w 1998 r. obok lotniska tuż przy autostradzie łączącej Kraków z Katowicami.

Najstarsza zachowana wzmianka o Aleksandrowicach znajduje się w dokumencie sądowym z roku 1401  „Księgi ziemskie krakowskie”

W XVI wieku Seweryn Boner wykorzystując sprzyjające warunki naturalne na wzgórzu zwanym do dziś Winną Górą (333 m n.p.m.) założył jedną z pierwszych na ziemiach polskich winnicę. U podnóża Winnej Góry jest częściowo zachowany pochodzący z czasów Bonerów park tarasowy, założony w stylu włoskim. 

Przez miejscowość prowadzi trasa turystyczna „Dolinka Aleksandrowicka”, której zwieńczeniem jest Skała znana pod nazwą „Krzywy Sąd”. Związana jest z nią przepiękna legenda o niesprawiedliwym wyroku i o dotąd nie odkrytym skarbie ukrytym w jednej z pieczar skalnych.

W Aleksandrowicach w XVI- XVII w. istniał zbór kalwiński największe skupisko różnowierców w okolicach Krakowa. Na jego  miejscu książę Dominik Radziwiłł w 1900 r. wybudował dwór w stylu neoklasycystycznym jako swą letnią rezydencję.
W pobliżu istniejącego do dziś dworu zachowane są zabudowania folwarczne z XVIII/XIX wieku ; a wśród nich czworaki będące pomieszczeniami mieszkalnymi dla służby folwarcznej. 

Przy drodze w kierunku Morawicy znajduje się kamienna figura św. Jana Nepomucena z 1755 r. 

Warto też zwrócić uwagę na stojący przy drodze w kierunku Balic budynek dawnego „szpitala dla ubogich” z 1841 roku, którego fundatorem był Wilhelm hrabia Żeleński, ówczesny właściciel Aleksandrowic. Budynek ten projektował w stylu klasycystycznym budowniczy Wolnego Miasta Krakowa Ignacy Hercok.

W centrum miejscowości, istniała od początku XIX w. studnia gromadzka z drewnianym kołem zamachowym, obsługująca w wodę  całą miejscową społeczność. W 1968 r. studnia została przeniesiona do Nadwiślańskiego Parku Etnograficznego w Wygiełzowie- Lipowcu. Obecnie podjęto prace nad jej rekonstrukcją. 

W Aleksandrowicach nieopodal drogi prowadzącej w stronę Kleszczowa, a właściwie niemal na granicy tych sąsiadujących ze sobą miejscowości jest skała znana pod nazwą „Krzywy Sąd”. Dla podróżujących tą trasą turystów, skałę ową trudno jest dostrzec z drogi, bo bujna o tej porze roku zieleń lasu   przesłania biel skalnego kamienia.

Mieszkańcy  Aleksandrowic znają jednak to miejsce bardzo dobrze i chętnie służą cennymi wskazówkami na tematy związane z tym okazem przyrody.

Skała „Krzywy Sąd”  była niegdyś  miejscem licznych towarzyskich spotkań i letnich biesiad młodzieży. Młodzi z bliższych i dalszych okolic, podążali na jej szczyt, aby w  niepowtarzalnej scenerii lasu, przy wtórze harmonii,  wesoło spędzać czas w niedzielne popołudnia. Wtedy, a nawet jeszcze parę lat temu, gdy drzewa były mniej rozłożyste, można było stąd podziwiać wspaniałą, rozległą panoramę okolicy. 

Dzisiaj dotarcie na szczyt skały przez przypadkowego turystę jest dosyć trudne ze względu na zarośnięte  jeżynami leśne ścieżki. Okoliczni mieszkańcy i bywający częściej w tych okolicach podróżni znają jednak szlaki którymi bez obaw uszkodzenia ubrania można odbyć tu niedzielny spacer. Droga prowadząca na „Krzywy Sąd” jest niezmiernie urokliwa ze względu na różnorodność gatunków występującej tu roślinności, a także ogromne bogactwo kształtów  skał wapiennych.

            Skała należy do nielicznych miejsc w okolicach Krakowa, które mogą poszczycić się swoją legendą. Legenda „Krzywy Sąd” była szczególnie popularna w XIX w. i na stałe  zakorzeniła się w tradycji ludowej tej okolicy. Topografia miejsca legendy, łącząca ten obszar z sąsiadującą miejscowością Morawica,  wypływa z ścisłych związków historycznych tych dwóch miejscowości.

Legenda o „Krzywym Sądzie”

Na zachód od Krakowa usadowiła się rozległa, bogata wieś Morawica, której początki giną w niepamięci dziejów.  Ziemia tu żyzna i rodna, a kamienia dość, gdyż wśród pól i lasów sterczą - jak i wszędzie w okolicy- skałki – ostańce, szare i białawe, wapienne, porosłe mchem, a w szczelinach karłowatą brzozą i sosną. Pod ostańcami znajdują się jamy, jaskinie i groty, które dziś jeszcze dają schronienie leśnym zwierzętom, dawniej zaś były mieszkaniem ludzi. Zamek w Morawicy, ongiś piękny, wspaniały, wzniesionych przez możnych panów pieczętujących się herbem Topór, usytuowany na wzgórzu, popadł czasem w ruinę. Na jego gruzach zbudowano obszerny murowany kościół. W czasach gdy zamkiem władał komes Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich,  był on potężną, niezdobytą warownią. Pewnego ranka  Mateusz, pan na Morawicy, polował w okolicznych lasach w otoczeniu przyjaciół, dworu i służby. W pościgu za zwierzem- żarłocznym rosomakiem- wysforował się przed wszystkich, a gdy zwierz dopadł lasu, Mateusz zeskoczył z konia, wodze rzucił w ręce przybocznego giermka, a sam z włócznią w ręku podążył w  gąszcz leśny. Zapamiętale piął się w górę, nie bacząc na przeszkody: powalone pnie, cierniste krzewy, śliskie omszałe głazy, ościste konary drzew. Pod szczytem góry rosomak skrył się w obszernej pieczarze. Rycerz wpadł za nim śmiało i zabił zwierza. Wychodząc, dojrzał w blaskach zachodzącego słońca, którego promień wpadł był właśnie do mrocznej pieczary, że w głębi znajdują się okute żelazne drzwi, a w nich tkwi w zamku ogromnych rozmiarów klucz. Mateusz z niezmiernym trudem przekręcił klucz w zamku a gdy drzwi ze zgrzytem ustąpiły, w oczy komesa uderzył blask tak silny, jak blask słońca- w pieczarze odkrył skarb- nieprzebrane stosy złota. Gdy stał olśniony widokiem, nagle blask złota przygasł, rycerz obejrzał się i zobaczył swego giermka, którego opiece powierzył konia... W sercu pana na Morawicy zrodził się gniew, obawa, podejrzliwość... Nie był już jedynym posiadaczem tajemnicy odkrytego skarbu... 

W ponurym milczeniu schodził w dół, giermek niósł upolowanego rosomaka, a komes przemyśliwał, jak by się pozbyć niepotrzebnego świadka. Rychło znalazł pożądany argument. Rumak pański, pozostawiony bez opieki, zagłębił się w las i został rozdarty przez niedźwiedzia. Mateusz udając rozpacz po stracie ulubionego konia złożył bez zwłoki sąd, któremu sam przewodniczył. Próżno niektórzy przyjaciele komesa bronili giermka mówiąc, że porzucając konia, śpieszył przecież – wierny i oddany – na pomoc swemu panu. Stronniczy krzywy sąd wydał niesprawiedliwy wyrok. Młodemu giermkowi zawiązano oczy i strącono nieszczęsnego z wyniosłej skały, której strome urwisko sterczy nad wierzchołkami drzew. Komes pozbył się świadka, tajemnicę pieczary zachował tylko dla siebie. Po wykonaniu wyroku nie chciał dosiąść żadnego konia, udawał żal, chcąc zabić wyrzuty sumienia- stąpał szybko wracając do swego zamku. Śród opadłych liści wczesnej, ciepłej jesieni nadeptał na żmiję. Rozbudzony gad uniósł się wysoko i ukąsił komesa pod kolanem. W dwa dni później pan zamku morawickiego, komes i rycerz Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich, zmarł w gorączce. Na łożu śmierci toczył pianę jadowitą, zrywał się; ze ściśniętej gardzieli rzucał z trudem pojedyncze słowa. Sensu ich nikt nie mógł zrozumieć. Dopiero ksiądz kapelan zamkowy wyjaśnił, że komes, wyznaje głośno swe grzechy, żałuje swego postępku- krzywego sądu... wyjawia swe tajemnice i ...czyni nabożne fundacje... Zamek opustoszał, odsunęli się przyjaciele. Z każdym rokiem niszczało zamczysko, rozpadały się mury, zrywały się stropy rycerskich komnat. Ruinę oddali Tęczyńscy plebanowi. Na ruinach zamku w Morawicy wyrosły mury kościoła i przyległej do jego frontonu ogromnej plebanii, która powstała ze skrzydła zamku najlepiej jeszcze zachowanego. Fundamenty plebanii wrastają w martwicę litej skały, mury są trzymetrowej długości. Przed kilkudziesięciu laty trzech śmiałych ludzi, przetrząsając okoliczne groty i pieczary, znalazło w jednej z nich ogromnej miary klucz, obrosły ze starości kamiennym kryształem. Wybuch wojny przerwał poszukiwania, rozrzucił tych ludzi po świecie, wszyscy zginęli. Skarbu ponownie nie odkryto. Do dziś dnia wyniosłą szarą, wapienną skałę, sterczącą wysoko nad wierzchołkami lasu- zwie lud zamieszkujący Aleksandrowice i okoliczne miejscowości: „KRZYWY SĄD”....

Maria Kwaśnik